Życie blogera...

Życie blogera...

czwartek, 11 lutego 2016

Miss me? #1

 Cześć! To mój pierwszy ff na tym blogu, więc pożera mnie lekki stres. Proszę o wytykanie mi błędów w komentarzach!

Jeżeli macie do mnie jakiekolwiek pytania, chętnie odpowiem na wszystkie, nawet na najgłupsze i najbezsensowniejsze z nich :].

CHAMSKA REKLAMA: zapraszam na bloga kryminalno-obsesyjno-przygodowego o pewnej dziewczynie, która - tak, jak my - uwielbia Sherlocka. Dla zainteresowanych, tu link: przygodyniny.blogspot.com 

Zapraszam do czytania :)
___
 Pierwsze promienie słońca leniwie sączyły się przez firankę. Blade światło oświetlało twarz pewnego wysokiego bruneta o wydajnych kościach policzkowych. Siedział on przed laptopem. W dłoni miał telefon, który nieoczekiwanie wydał z siebie dźwięk budzika, wyrywając detektywa z zamyślenia. Sherlock drgnął lekko, zanim jego zajęty dedukcją, zmęczony umysł zarejestrował, co się dzieje. To już szósta? - przemknęło mu przez myśl. Nie sądził bowiem, że spędzi tyle godzin przy pracy. Rozprostował zesztywniałe ręce i rozejrzał się trzeźwo po pomieszczeniu. Oczywiście, wiedział gdzie jest. Ciekawiło go raczej, czy, gdy był w pałacu myśli, nikt nie wszedł nieproszony do jego pokoju. Wszystko wskazywało na to, że nic takiego się nie wydarzyło. Wrócił do dedukcji, gdy jego telefon, jakby specjalnie chcąc utrudnić mu rozwiązywanie Sprawy Zabójczego Chomika - jak pewnie opisałby ją na swoim blogu John - zaczął dzwonić.
 - Sherlock Holmes. W czym mogę pomóc?
 - O, Boże... jak dobrze, że to ty.
 - Bez przesady. - zaśmiał się Holmes - kim pani jest?
 - Sherlock, pamiętasz mnie? Widzieliśmy się ostatnio kilkanaście lat temu, Wybucu.  - dopiero wtedy głos w słuchawce przypomniał mu jego dawno zaginioną siostrę.
 - Lucy... To ty żyjesz... nie nazywaj mnie Wybucem... To słowo nawet nie istnieje.
 - Przecież w przeciwnym razie bym nie dzwoniła, prawda... Will?
 - Dla twojej wiadomości: Jestem Sherlock, nie William! - Holmes był nieźle poirytowany.
 - Czekaj, która jest u ciebie godzina, nie obudziłam cię? - w jej głosie było słychać jakby strach.
 - Po szóstej. Spokojnie, w ogóle nie spałem tej nocy.
 - Jak to, znów bawiłeś się, że jesteś piratem przez całą noc? - Jedynemu na świecie detektywowi doradczemu wydawało się, że jego siostra chce owinąć w bawełnę jakąś przerażającą informację.
 - Nie mam już 5-ciu lat! Pracowałem... Skąd masz mój nowy numer? - zdziwił się detektyw.
 - Jest dostępny w sieci, geniuszu.
 - Ah, tak. Czemu dzwonisz? Coś się stało? Gdzie ty właściwie jesteś?
 - Mam do ciebie sprawę. Jestem za granicą. - powiedziała.
 - Gdzie?
 - W Polsce.
 - Emm... gdzie to jest? - zapytał starszy z rodzeństwa.
 - Europa Środkowa. U brzegu Bałtyku...
 - Polacy są podobno geniuszami.
 - Serio? Jakoś jestem tu od jakich dwóch miesięcy i wydają się przeciętnie inteligentni.
 - Wielu Polaków dostało Nagrodę Nobla, po za tym, pamiętasz choćby Enigmę?
 - Ah, racja...  Nawet nie wiesz, jaki mają zabawny język. Spędziłąm tu już tyle czasu i do tej pory muszę się powstrzymywać od śmiechu.
 - Uwierz mi, znam ten język. Prowadziłem tam kiedyś śledztwo.
 - Więc, mam do ciebie sprawę.
 - Czekaj, co ty robiłaś te 15 lat?
 - Will! - głos Lucy wydawał się jakby przerażony.
 - Mówiłaś coś...
 - Co mogłabym robić? W wieku kilkunastu lat zostałam porwana i trzymana w niewoli do kwietnia tego roku! Później szukałam twojego numeru telefonu w internecie i zauważyłam coś... ciekawego.
 - A mianowicie?
 - Komentarze pod blogiem twojego chłopaka.
 - Co?! Ja przecież nie mam chłopaka. Nigdy nikogo nie pokochałem.
 - A John Watson?
 - Jest moim przyjacielem... to znaczy był, zanim narodziła się Mellody.
 - Jego córka? Co ona ma do waszej przyjaźni?
 - Po ślubie, Watson nie miał czasu nawet raz na miesiąc do mnie wpadać. Teraz już kompletnie o mnie zapomniał. No, cóż, bez niego jest łatwiej. Nikt nie irytuje się, jak zostawiam eksperymenty w lodówce i w ogóle. Co z tymi komentarzami? - Nastała chwila milczenia
 - Moriarty... To przez niego zostałam porwana. Czytając bloga, natknęłam się na wzmianki o nim; jest twoim wrogiem. Umarł wtedy na dachu, później powrócił z tym swoim "did you miss me"... To ja zhackowałam wtedy wszystkie ekrany w kraju, wspólnicy nieżyjącego już Jima mnie zmusili... nie miałam wyboru. Te komentarze...ehhh masz pod ręką komputer?
 - Tak, już sprawdzam.
 - Już?
 - Mhm
 - Przyjrzyj się tym anonimowym. Nie wydają ci się dziwne?
 - Szyfr? - szepnął detektyw.
 - Rozpracowywałam go przez te dwa miesiące po mojej ucieczce. Polega on na...
 - Co ci wyszło? - przerwał zaciekawiony Holmes.
 - Pierwsza notka: "Tęskniłeś?", druga - "Miałeś wybór. Ty, lub twoi bliscy Sherlocku", trzecia - "Masz jeszcze czas 105"
 - Co oznacza to 105?
 - Jeszcze do tego nie doszłam, ale słuchaj dalej: czwarta notka: "pierwsi będą Watsonowie" i ta ostatnia, którą rozszyfrowałam: "Gospodyni. Policjant. MH masz czas do 20 czerwca" - czytając to ze swojego notesu, dziewczyna miała łzy w oczach. - To pojutrze... Halo, jesteś tam dalej, Sherl?
 - Zobacz najnowszy komentarz. Wczorajsza notka. Jesteś w stanie to rozszyfrować na podstawie wcześniejszych?
 - Nie. Szyfr się zmienia. Jest inny w każdym komentarzu. Zadbaj, żeby twoi bliscy byli bezpieczni.
 - "Rodzeństwo będzie następne" - powiedział nagle Sherlock. - Zaszyfrowano to tak, jak w pierwszej wiadomości.
 - On wie o mnie i Mycku... O, Boże.
 - Spokojnie. Możesz przyjechać do  Londynu?
 - Nie. Bilet jest drogi, a ja nie mam już prawie pieniędzy. Obawiam się, że to może być nasza ostatnia rozmowa. Sherlock...
 - Tak?
 - Boję się.
 - Przetrwałaś już długo z Moriartym. Jesteś silna. - Sherlock nie był dobry w pocieszaniu, ie miał nawet pojęcia, czy uda mu się uratować siostrę.
 - Z jego ludźmi, nie z nim.
 - Na pewno nic ci nie będzie. Napisz mi swój adres SMS-em, jak tylko się rozłączę, zrozumiano?
 - T...Tak. Zadbaj o ich bezpieczeństwo, braciszku. Ja i tak zrobiłam dużo złego...
 - Bo ludzie Moriarty'ego cię zmusili! Pozwól mi sobie pomóc. Nie chcę cię stracić drugi raz. Jesteś moją siostrą powinienem cię chronić! Napisz adres, pod którym będziesz, jak przyjadę do Polski.
 - Dobrze.
 - Do usłyszenia.
 - Pa. Nie rób głupstw.

 Detektyw nie wiedział już, co myśleć. Zaczął gorączkowo rozmyślać nad przebiegiem całej rozmowy. W końcu postanowił chronić Lestrada, panią Hudson, Johna i swoje rodzeństwo na raz... tylko jak? Wszyscy mogliby razem pojechać po Lucy, ale to zbyt ryzykowne. Mogliby przecież zginąć w drodze. Nagle przyszedł oczekiwany SMS. Sherlock wybrał numer Johna.

 - Sherlock? Nie mogę teraz jestem w pracy.
 - Musisz teraz, bo mogę już nigdy cię nie zobaczyć.
 - Jak to? Wyjeżdżasz?
 - Nie w tym rzecz. Moja siostra do mnie zadzwoniła...
 - To ty masz siostrę?
 - Tak. Ludzie Moriarty'ego ją porwali x lat temu. Złamała szyfr, w którym Moriarty  zagroził, że jeżeli na prawdę nie umrę, umrzesz ty, Mary, Mellody, Lestrad, pani Hudson, Mycroft i ona. Tylko, że nie mogę was wszystkich chronić. Lucy jest w Polsce. Nie mam pojęcia, co robić. Mycroft nie odbiera. Przyjedź na Baker Street.
- Dobrze. Zwolnię się z pracy. Zabrać ze sobą żonę i dziecko?
- Najlepiej by było. Zaraz zadzwonię do Lestrada i jeszcze raz spróbuję do Mycrofta.
- Już jadę.
 Również Gregowi, detektyw wyjaśnił sprawę. Starszy Holmes nie odbierał, więc brat wysłał mu tylko SMS-a.
 Przyjechali kolejno: Lestrade, Mary z dzieckiem, a na końcu John, któremu towarzyszył Mycroft. Sherlock zawołał też panią Hudson do salonu.
 - Więc, jak już wiecie, jesteście w poważnym niebezpieczeństwie - zaczął - ja z resztą też. Już raz nie uzgodniłem z wami mojej śmierci i... przez to ciągle jesteście narażeni na własną. Jeżeli nie umrę w ciągu dwóch dni, będzie po was.
 - Ale ty chyba nie chcesz... - przeraził się John.
 - Zginąć? Nie mam zamiaru, ale jeżeli coś pójdzie nie tak... będę zmuszony was chronić.
 - A Lucy? Przecież ona zginęła już dawno, kilkanaście lat temu. Niby czemu miałbyś się nabrać na sztuczkę z zaginioną siostrą? Obaj doskonale wiemy, że nie żyje. - Powiedział chłodno Mycroft. - Dostałeś maila od kogoś kto się pod nią podszywa?
- Zadzwoniła do mnie. Nie zginęła, tylko została porwana przez ludzi Jima Moriarty'ego. Musiała dla niego pracować. Teraz jest za granicą.
- Gdzie dokładnie?
- Mam tu jej adres. - Sherlock podał bratu wcześniej przyszykowaną kartkę.
- Zadzwoń do niej i powiedz, że przyleci po nią mój samolot.
- Niezły plan. Co potem?
- Możemy zostać na jakiś czas w mojej willi. Jest pilnie chroniona. Z pewnością będziemy tam bezpieczni. - zaproponował rząd brytyjski.
- Dobra. Pakujcie najpotrzebniejsze rzeczy i za pół godziny wszyscy zjawiamy się u Mycrofta. - Zgromadzeni rozeszli się.
_____
Jeszcze raz przepraszam za wszelkie błędy. (tym bardziej, że mam dopiero 13 lat, na razie uczę się pisać opowiadania)

2 komentarze:

  1. Bardzo kreatywnie, ogólnie masło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze: Nie próbuj być attention whore. Ja wiem, że ludzie często nie komentują/robią to tylko po to, by zostawić reklamę, ale nie jęcz o lajki. Tłumaczenie, że pracowałaś nad tekstem z gorączką też mogłaś sobie darować - nikt nad Tobą nie stoi z toporem i nie każe pisać, kiedy nie czujesz się na siłach ani wrzucać go na bloga tydzień po napisaniu!
    Co do błędów: "w pół do" - wpół do, między "od" i "do" przecinek jest zbędny,"po za tym" - poza tym, "na prawdę" - razem, raz spacje po myślnikach, raz bez (a powinny być). W długim dialogu między Sherlockiem a jego siostrą jest za mało określeń do kogo należy wypowiedź. Według jakiegoś poradnika 5 myślników i czytelnik zaczyna się gubić.
    Sherlock wydaje mi się mało kanoniczny, w sensie zbyt otwarcie pokazuje, że przejmuje się ludźmi. Ale to może być kwestia tego, że ostatnio oglądałam dwa pierwsze odcinki, gdzie jest zupełnie inny niż w np. 3 sezonie.
    Ogólnie źle nie jest, wyrobisz się.
    Powodzenia :3

    OdpowiedzUsuń